No, dobra, jeszcze nie mam, ale halo- dzisiaj Piątek! Co tam, że piątek 13-ego. Ważne, że piątek.
Wreszcie skończyło się biegnie za ocenami. I wyszły mi takie oceny jakie chciałam (prócz religii, ale to nevermind). Chcecie znać moje oceny na koniec roku? Chcecie? Nie? I tak wam podam ^.^
Oto i uwaga, uwaga- moje oceny! :P
Geografia 4
Polski 5
Matma 6
Biologia 4
Niemiecki 5
Angielski 4
Edb 5
Religia 5
Historia 6
WOS 4
Chemia 6
Technika 6
Informatyka 6
Fizyka 5
Zaj Arty 6
WF 6
Plastyka 5
Muzyka 6
Wiem, słabo ;p Chciałam jeszcze mieć 5 z bio i 6 z religii, ale nie miałam siły uczyć się na ostatnie sprawdziany. Miałam naprawdę sporo do zrobienia...
A najlepsza była praca na informatykę. Nauczycielce nie podobały się KOLORY! czaicie? GŁUPIE KOLORY. Nie patrzyła na zasięg mojej wiedzy (miałam napisać jej stronę w HTML), tylko na cholerne kolory. Ja nie umiem dobierać kolorów, jestem beztalenciem plastycznym.
Ale już zostawmy panią od informatyki.
Teraz przez te dwa tygodnie mam mega luzy, tylko jeszcze w poniedziałek i wtorek są lekcje (jako takie), potem mamy noc w szkole (z wtorku na środę), potem wolne, w poniedziałek wtorek i środę jako takie "zajęcia" (ekologia i takie tam), a w czwartek już zakończenie. Fajnie, nie? :P
Dobra, kończę i idę grać, bo wreszcie mam na to czas.
Gratuluję tym, którzy tu zaleźli. Trzeba nie lada odwagi...rozkoszujcie się obecnością w węźle route'ów
piątek, 13 czerwca 2014
środa, 11 czerwca 2014
HAHAHAHAHAHA NIE
Jezu, że mi się chce pisać.
Crissie nienawidzi lata i dała o tym znać pare postów temu.
Crissie nienawidzi letnich gorączek spowodowanych gorącem. Nie wiem jak to się dzieje ale tak jest.
Od wczorajszego ranka jestem chora. Nieustanna gorączka która trwa do teraz, duszności, zwiększenie grawitacji dla mnie, ból gardła tak wielki ŻE NIE MOGĘ MÓWIĆ AGRHHHH
Na dodatek nie zmrużyłam dzisiaj oka przez halucynacje. Tag. Miałam halucynacje. Było tak gorąco, że o pierwszej rano by odgonić myśli o tych ludziach którzy wiecznie ode mnie czegoś chcieli, łaziłam wte i wewte po mieszkanku budząc moich rodziców.
ALE. Dostałam odrobiny spokoju, na godzinę czy półtorej, jednak mój zchrzaniony zegar biologiczny każe mi wstawać przed piątą.
Wyglądałam jak zombi. Jeej zazwyczaj wyglądam jak wampir to jest progress.
Chociaż do szkoły nie poszłam. Ale to chyba dobrze, jestem jeszcze większym antysocjalnym wyrzutkiem niż normalnie kiedy jestem chora. Wyglądam wtedy jakbym miała depresje.
I panikuje o każdą małą rzecz.
Eh...
Co ja jeszcze... ah tak pewnie nie chcecie słuchać ględzącej emo-podobnej dziwaczki, gomen.
Gomen ale nie gomen bitches.
Potrafię płynnie gadać językiem weeabo.
Totalnie.
Mam ochote na budyń waniliowy. Albo mleko waniliowe. Albo obydwa naraz.
Ale to boli jak łykam albo mówię.
T^T
Co ja zrobiłam by otrzymać taką kare?
Ah przypomniało mi się stare hasło do twittera. Jakimś dziwnym przypadkiem ciągle o nim zapominam.
Biedne hasło.
No cóż.
Kończę.
Pa.
wtorek, 10 czerwca 2014
Gorąco... Wreszcie ;D
Yoł. Widzę, że nikt nie pisze, a szkoda. Ostatnie tygodnie przed wakacjami są emocjonujące ;D
Serio. Na przykład moja walka o 4 z geografii... Jest baardzo emocjonująca. Ale jak się to wszystko skończy, to się wyśpię, bo mam all day zapiernicz, że się nie chce mówić. Wczoraj prawie 6h robiłam pracę na informatykę, jeszcze ją dzisiaj popoprawiałam.
Dobra, może już o tych ocenach skończę.
Teraz tak bardziej powiem o moim odkryciu. A raczej naszym (moim i Teni).
W sal od historii nad naszą ławką wisi kalendarz. Na jednej lekcji zdjęłyśmy go i zaczęłyśmy szukać dziwnych i śmiesznych imion. Znaleźliśmy między innymi osoby z imieniem:
- Kiejstut
- Tycjan
- Wieńczysław
- Rufin
- Makary
- Serwacy
- Jaromir
- Innocenty
- Sobiesław
- Idzi
- Ziemowit
- Kalikst
- Sędzimir
- Erazm
- Maksym
- Metody
- Aida
- Bonawentura
- Benity (facet)
- Apolinary
- Miron
- Sława
- Filipina
- Saturnin
- Delfina (kobieta)
- Demazy
- Jonasz.
No i dowiedziałam się, że Dezydery miał imieniny 23.05. Takie tam...
D: Ja tobie złożyłem, a ty o mnie zapomniałaś, zła kobieto!
Zależy jak interpretujesz słowo "zły".
D: Koło słowa "zły" w słowniku jest twoje zdjęcie!
Nieprawda! *sprawdza w słowniku*
D:*wychodzi*
Takie imiona znalazłyśmy. Ale chyba wygrało jedno imię.
Otóż, Karp. Pomijając tego Medarda i Wyszesława.
Ten, kto wymyślił je, musiał naprawdę nie mieć pomysłu na imię xD
Dobra, skończmy tę bujdę.
Ja idę dalej all day all night, ale wiem, że potem będzie "WTF?"
Nara.
Serio. Na przykład moja walka o 4 z geografii... Jest baardzo emocjonująca. Ale jak się to wszystko skończy, to się wyśpię, bo mam all day zapiernicz, że się nie chce mówić. Wczoraj prawie 6h robiłam pracę na informatykę, jeszcze ją dzisiaj popoprawiałam.
Dobra, może już o tych ocenach skończę.
Teraz tak bardziej powiem o moim odkryciu. A raczej naszym (moim i Teni).
W sal od historii nad naszą ławką wisi kalendarz. Na jednej lekcji zdjęłyśmy go i zaczęłyśmy szukać dziwnych i śmiesznych imion. Znaleźliśmy między innymi osoby z imieniem:
- Kiejstut
- Tycjan
- Wieńczysław
- Rufin
- Makary
- Serwacy
- Jaromir
- Innocenty
- Sobiesław
- Idzi
- Ziemowit
- Kalikst
- Sędzimir
- Erazm
- Maksym
- Metody
- Aida
- Bonawentura
- Benity (facet)
- Apolinary
- Miron
- Sława
- Filipina
- Saturnin
- Delfina (kobieta)
- Demazy
- Jonasz.
No i dowiedziałam się, że Dezydery miał imieniny 23.05. Takie tam...
D: Ja tobie złożyłem, a ty o mnie zapomniałaś, zła kobieto!
Zależy jak interpretujesz słowo "zły".
D: Koło słowa "zły" w słowniku jest twoje zdjęcie!
Nieprawda! *sprawdza w słowniku*
D:*wychodzi*
Takie imiona znalazłyśmy. Ale chyba wygrało jedno imię.
Otóż, Karp. Pomijając tego Medarda i Wyszesława.
Ten, kto wymyślił je, musiał naprawdę nie mieć pomysłu na imię xD
Dobra, skończmy tę bujdę.
Ja idę dalej all day all night, ale wiem, że potem będzie "WTF?"
Nara.
piątek, 6 czerwca 2014
Kiedy to trzeba na kolanach błagać o oceny...
Hejo kartofle :P
Nie pisałam, bo jak wiecie- czerwiec miesiącem poprawiaczy.
No, a że ja niestety do nich należę... No bo cały rok nawet systematycznie pracuję, a pod koniec roku przychodzi sobie czas, że robią po "super ważnym" sprawdzianie, który zawalam, z powodu innych "sprawdzianów" do których się uczę...
Po prostu niesamowite.
Przez dwa tygodnie zarobiłam:
1 z geografii (ćwiczenia, ale o tym później)
3 z geografii (sprawdzian)
5- z polskiego (z tzw "rozbójnika")
6 z artystycznych (wreszcie poprawiłam tę jedynkę)
6 z techniki (prezentacja o fotografii)
4 z angielskiego (speech)
4 z fizyki (zadania na lekcji)
6 z historii (sprawdzian)
5 z artystycznych (praca na lekcji)
No, może nie jest aż tak źle, ale uwierzcie- 5 z tych ocen obniża mi średnią.
A został jeszcze tydzień. Nie wiem, jak to podciągnę.
A przez tę 1 i 3 będę mieć 3 z gegry, co już wcześniej pisałam chyba... Co nie zmienia faktu, że ja nie mogę mieć 3 na świadectwie z czerwonym paskiem. Serio. Może uda mi się dociągnąć tego magicznego "4,75", zważając na fakt, że z ocen ze średnich mi wychodzi coś blisko tego. Liczyłam 3 razy z niedowierzania. Więc jak popoprawiam Geografię i Polski, wyproszę o 6 z historii, 6 z techniki i artystycznych i 5 z fizyki, to może dojdę do 5,0. Marzenie...
No i ostatnio myślałam bardzo nad wyborem klasy... Znowu.. Czy bardziej mi się opyla mat-fiz-ang czy mat-fiz-ang-inf. Niby różnicy nie ma, ale w tej bez informatyki jest niby wyższy poziom nauki.
Dobra, kończę. Jestem teraz w sali informatycznej, bo nie mamy Zajęć Artystycznych. A zaraz mam dzwonek. Haha i 3 godziny polskiego. To będzie wesoło ;P
Nara. I pozdrawiam poprawiaczy ;)
Nie pisałam, bo jak wiecie- czerwiec miesiącem poprawiaczy.
No, a że ja niestety do nich należę... No bo cały rok nawet systematycznie pracuję, a pod koniec roku przychodzi sobie czas, że robią po "super ważnym" sprawdzianie, który zawalam, z powodu innych "sprawdzianów" do których się uczę...
Po prostu niesamowite.
Przez dwa tygodnie zarobiłam:
1 z geografii (ćwiczenia, ale o tym później)
3 z geografii (sprawdzian)
5- z polskiego (z tzw "rozbójnika")
6 z artystycznych (wreszcie poprawiłam tę jedynkę)
6 z techniki (prezentacja o fotografii)
4 z angielskiego (speech)
4 z fizyki (zadania na lekcji)
6 z historii (sprawdzian)
5 z artystycznych (praca na lekcji)
No, może nie jest aż tak źle, ale uwierzcie- 5 z tych ocen obniża mi średnią.
A został jeszcze tydzień. Nie wiem, jak to podciągnę.
A przez tę 1 i 3 będę mieć 3 z gegry, co już wcześniej pisałam chyba... Co nie zmienia faktu, że ja nie mogę mieć 3 na świadectwie z czerwonym paskiem. Serio. Może uda mi się dociągnąć tego magicznego "4,75", zważając na fakt, że z ocen ze średnich mi wychodzi coś blisko tego. Liczyłam 3 razy z niedowierzania. Więc jak popoprawiam Geografię i Polski, wyproszę o 6 z historii, 6 z techniki i artystycznych i 5 z fizyki, to może dojdę do 5,0. Marzenie...
No i ostatnio myślałam bardzo nad wyborem klasy... Znowu.. Czy bardziej mi się opyla mat-fiz-ang czy mat-fiz-ang-inf. Niby różnicy nie ma, ale w tej bez informatyki jest niby wyższy poziom nauki.
Dobra, kończę. Jestem teraz w sali informatycznej, bo nie mamy Zajęć Artystycznych. A zaraz mam dzwonek. Haha i 3 godziny polskiego. To będzie wesoło ;P
Nara. I pozdrawiam poprawiaczy ;)
niedziela, 1 czerwca 2014
Świat mnie nienawidzi ale ja też skurczybyka nie lubię.
Siemka. Dawno nie pisałam, chyba, nie chce mi się sprawdzać. Dużo też nie napiszę bo jak zawsze mam lenia.
Ostatnio się dużo działo...
Szkoła: Prawie codziennie sprawdzian. A na niedosyt mam dwa zagrożenia.
Dom: Biedna Crissie znowu jest spychana na dalszy plan bo jej gówniany braciszek jest ważniejszy. *le nastoletnia emowa deprecha*
Nety: Mam blokadę pisarską i nie mogę zacząć pisać Kwiatów. Mam pomysł na nowy projekt i chyba zacznę kontynuować jeden sprzed kilku lat. To znaczy zaczęłąm pitolić z Karusią o snach i mi się przypomniał ten jeden szalony o magicznych przejściach i smokach... To znaczy. Dawno dawno temu kiedy Crissie miała jeszcze obsesje na Khr i nie znała idealności innych wspaniałych animców itd miała dziwny sen.
Zaczęło się od tego, że wyłoniła się wodnego/glutpatego portalu (patrz Gwiezdne Wrota, kolejna obsesja i praktycznie jeden z niewielu seriali jakie oglądałam) w dziwnym budynku rodem z minekraftu. Nie mogła się poruszyć wszystko szło jak na autopilocie. W dziwnym glutowatym portalu jakaś syrenowata postać do niej coś zaczęła pieprzyć ale nie pamiętam co dokładnie. Po wyjściu z minekraftowej budowli znalazła się w dobrym Kaliskim parku (od strony przedszkola gdzieś w kierunku drewnianego ostu/parkowego) ALE. Stała tam dwójka chłopców, do tej cholernej pory pamiętam że jeden był białowłosym chłopcem z anime, tylko, że miał coś pod wzór fioletowe oczyska (nie to nie był Byakuran ><) i miał taki wredny złowrogi uśmieszek. Drugi wyglądał na genderbendową wersje mnie albo starszą wersje mojego brata. Wiecie brąz kłaki, piegi takie rzeczy. Ale był spokojniejszy i miał ładny uśmiech.
Była to noc, chłodna bo się wtedy trzęsłam, chłopacy szli na przodzie. Ten z wrednym uśmiechem się odwrócił i spojrzał na mnie krytyczne. Powiedział wtedy do mnie coś takiego 'Co jest? Może cię ponieść księżniczko?' Zignorowałam to i poszłam szybciej by im dotrzymać kroku. Następnie znaleźliśmy się na pustej przestrzeni (pomiędzy weterynarzem a placem zabaw na tym wzniesionym terenie) i wtedy szlag wszystko trafił. Wredny zaczął pieprzyć głupoty i nagle z rzeki oddalonej o pare/parenaście metrów wylała się woda i nas zalała. Kiedy woda opadła nie było żadnego z nich ale za to pojawił się stwór jak duch stróż Hao z Shaman Kinga tylko, że niebieski i musiałam z nim walczyć z miały minecraftowym mieczykiem. Wygrałam oczywiście.
Wiem brzmi to jak z dupy wyjęte ale to SERIO mi się śniło. Opisałam ten sen dokładnie po tym jak się obudziłam. Do tego dochodzi jakieś wspomnienie z maską ale tu się moja pamięć urywa.
I wiecie co? Ten wredny i się śnił raz jeszcze, jak moja stara klasa mnie goniła z zamiarem zabicia mnie wciągną nie do klatki schodowej i zaczął całować. Wiem to też brzmi jak z dupy wzięte. Ale no cóż Crissie ma dziwne sny.
EDIT~
Dobra jako, że wczoraj musiałam nagle kończyć nie miałam czasu na dokończenie mojej idei. Tak więc pomyślałam 'a czemu by nie napisać o tym'?! ALE wygrzebałam wczoraj starszy gimbazjalny zeszyt gdzie po części miałam już zapisany rozdział. Przeszła mnie ciasteczko należy się tobie. Czytając to pojęłam że większość moich pomysłów pochodzi jakowo z moich snów, a ja cały czas byłam nieświadoma! Tak więc spisałaam sobie wczoraj na karteczce dyszke moich najbardziej zapamiętanych snów. Ze dwa czy trzy z nich pamiętam z czasów kiedy Crissie była jeszcze na tyle malutka że się pod ławę chowała. No ale nie chce wam pieprzyć o tym zbyt dużo.
Realny Świat: Rozjaśniłam sobie końcówki :3 Dupny pomysł jeśli się zamierza ściąć na chłopaka za jakiś miesiąc czy dwa. Na parę dni przed ścięciem chce je przefarbować na zielono~ Mam ciemne włosy więc tylko końcówki byndą zilone.
Dobra myślę że to koniec. Baju. Teraz na serio.
Ostatnio się dużo działo...
Szkoła: Prawie codziennie sprawdzian. A na niedosyt mam dwa zagrożenia.
Dom: Biedna Crissie znowu jest spychana na dalszy plan bo jej gówniany braciszek jest ważniejszy. *le nastoletnia emowa deprecha*
Nety: Mam blokadę pisarską i nie mogę zacząć pisać Kwiatów. Mam pomysł na nowy projekt i chyba zacznę kontynuować jeden sprzed kilku lat. To znaczy zaczęłąm pitolić z Karusią o snach i mi się przypomniał ten jeden szalony o magicznych przejściach i smokach... To znaczy. Dawno dawno temu kiedy Crissie miała jeszcze obsesje na Khr i nie znała idealności innych wspaniałych animców itd miała dziwny sen.
Zaczęło się od tego, że wyłoniła się wodnego/glutpatego portalu (patrz Gwiezdne Wrota, kolejna obsesja i praktycznie jeden z niewielu seriali jakie oglądałam) w dziwnym budynku rodem z minekraftu. Nie mogła się poruszyć wszystko szło jak na autopilocie. W dziwnym glutowatym portalu jakaś syrenowata postać do niej coś zaczęła pieprzyć ale nie pamiętam co dokładnie. Po wyjściu z minekraftowej budowli znalazła się w dobrym Kaliskim parku (od strony przedszkola gdzieś w kierunku drewnianego ostu/parkowego) ALE. Stała tam dwójka chłopców, do tej cholernej pory pamiętam że jeden był białowłosym chłopcem z anime, tylko, że miał coś pod wzór fioletowe oczyska (nie to nie był Byakuran ><) i miał taki wredny złowrogi uśmieszek. Drugi wyglądał na genderbendową wersje mnie albo starszą wersje mojego brata. Wiecie brąz kłaki, piegi takie rzeczy. Ale był spokojniejszy i miał ładny uśmiech.
Była to noc, chłodna bo się wtedy trzęsłam, chłopacy szli na przodzie. Ten z wrednym uśmiechem się odwrócił i spojrzał na mnie krytyczne. Powiedział wtedy do mnie coś takiego 'Co jest? Może cię ponieść księżniczko?' Zignorowałam to i poszłam szybciej by im dotrzymać kroku. Następnie znaleźliśmy się na pustej przestrzeni (pomiędzy weterynarzem a placem zabaw na tym wzniesionym terenie) i wtedy szlag wszystko trafił. Wredny zaczął pieprzyć głupoty i nagle z rzeki oddalonej o pare/parenaście metrów wylała się woda i nas zalała. Kiedy woda opadła nie było żadnego z nich ale za to pojawił się stwór jak duch stróż Hao z Shaman Kinga tylko, że niebieski i musiałam z nim walczyć z miały minecraftowym mieczykiem. Wygrałam oczywiście.
Wiem brzmi to jak z dupy wyjęte ale to SERIO mi się śniło. Opisałam ten sen dokładnie po tym jak się obudziłam. Do tego dochodzi jakieś wspomnienie z maską ale tu się moja pamięć urywa.
I wiecie co? Ten wredny i się śnił raz jeszcze, jak moja stara klasa mnie goniła z zamiarem zabicia mnie wciągną nie do klatki schodowej i zaczął całować. Wiem to też brzmi jak z dupy wzięte. Ale no cóż Crissie ma dziwne sny.
EDIT~
Dobra jako, że wczoraj musiałam nagle kończyć nie miałam czasu na dokończenie mojej idei. Tak więc pomyślałam 'a czemu by nie napisać o tym'?! ALE wygrzebałam wczoraj starszy gimbazjalny zeszyt gdzie po części miałam już zapisany rozdział. Przeszła mnie ciasteczko należy się tobie. Czytając to pojęłam że większość moich pomysłów pochodzi jakowo z moich snów, a ja cały czas byłam nieświadoma! Tak więc spisałaam sobie wczoraj na karteczce dyszke moich najbardziej zapamiętanych snów. Ze dwa czy trzy z nich pamiętam z czasów kiedy Crissie była jeszcze na tyle malutka że się pod ławę chowała. No ale nie chce wam pieprzyć o tym zbyt dużo.
Realny Świat: Rozjaśniłam sobie końcówki :3 Dupny pomysł jeśli się zamierza ściąć na chłopaka za jakiś miesiąc czy dwa. Na parę dni przed ścięciem chce je przefarbować na zielono~ Mam ciemne włosy więc tylko końcówki byndą zilone.
Dobra myślę że to koniec. Baju. Teraz na serio.
czwartek, 29 maja 2014
Gdy parszywy humor puka do drzwi.
Zajęte!
No, dobra. Piszę ze szkoły, bo nie mamy polskiego. Siedzę sobie teraz w sali nr 10 (komputerowa) i wirtuozuję na klawce. I nie wiem, co napisać. Może coś ogarnę po lekcjach...
*10 godzin później*
No dobra! Mam coś.
Miałam swój kolejny atak "melancholijnego" humoru, w którym nienawidzę wszystkiego i wszystkich.
Ale to nic.
Pisaliśmy se sprawdzian z Historii, którego materiał był jak zwykle "nauczony" przez 4 osoby (w tym mnie) . No i poszedł jak zawsze xD Nie wiem, czy będzie 6, ale mam nadzieję, że tak xD
Ah, bardzo się cieszę, że miałam 'mały' dzień wolnego. Chociaż po chwili przestaję się cieszyć, bo nie wiem, co porobić. I nie wiem, co napisać.
Hah, najkrótszy mój post! To będzie rekord Dżinessa.
Co myślicie o mojej przeróbce Jonasza Kokonose (alias Kuroha Kokonose) na Jo masz kokę w nosie? Mnie to cieszy i nie wiem czemu...
D: Heera Koka Haasz LSD...
Tak... Zostawić cię chwilę z internetem...
D: Stooo laaat, stooo laaat, sto lat niech żyje naaam xD
Hah, dzięki xD
Nie powinnam tego pisać, bo już będziecie wiedzieli jak mogę mieć na imię (i tak chyba czytają to osoby, które mnie znają...), ale mam dzisiaj Imieniny. YaY!
Ale co mi z tego, jak prawie każdy o tym zapomina, albo myli z datą dwa dni wcześniej lub z lipcem? Meh, nie lubię tego.
Dobra, kończę, bo nie wiem, co jeszcze tu nakichać. Heh, no bo moje posty są tak chaotyczne jak wysmarkany budyń na płótno (Nie ma to jak statek- polecam).
Narazie. Pozdrówcie Kazię xD
No, dobra. Piszę ze szkoły, bo nie mamy polskiego. Siedzę sobie teraz w sali nr 10 (komputerowa) i wirtuozuję na klawce. I nie wiem, co napisać. Może coś ogarnę po lekcjach...
*10 godzin później*
No dobra! Mam coś.
Miałam swój kolejny atak "melancholijnego" humoru, w którym nienawidzę wszystkiego i wszystkich.
Ale to nic.
Pisaliśmy se sprawdzian z Historii, którego materiał był jak zwykle "nauczony" przez 4 osoby (w tym mnie) . No i poszedł jak zawsze xD Nie wiem, czy będzie 6, ale mam nadzieję, że tak xD
Ah, bardzo się cieszę, że miałam 'mały' dzień wolnego. Chociaż po chwili przestaję się cieszyć, bo nie wiem, co porobić. I nie wiem, co napisać.
Hah, najkrótszy mój post! To będzie rekord Dżinessa.
Co myślicie o mojej przeróbce Jonasza Kokonose (alias Kuroha Kokonose) na Jo masz kokę w nosie? Mnie to cieszy i nie wiem czemu...
D: Heera Koka Haasz LSD...
Tak... Zostawić cię chwilę z internetem...
D: Stooo laaat, stooo laaat, sto lat niech żyje naaam xD
Hah, dzięki xD
Nie powinnam tego pisać, bo już będziecie wiedzieli jak mogę mieć na imię (i tak chyba czytają to osoby, które mnie znają...), ale mam dzisiaj Imieniny. YaY!
Ale co mi z tego, jak prawie każdy o tym zapomina, albo myli z datą dwa dni wcześniej lub z lipcem? Meh, nie lubię tego.
Dobra, kończę, bo nie wiem, co jeszcze tu nakichać. Heh, no bo moje posty są tak chaotyczne jak wysmarkany budyń na płótno (Nie ma to jak statek- polecam).
Narazie. Pozdrówcie Kazię xD
środa, 28 maja 2014
O tym jak mało co nie zostałam plackiem...
Hejo, Kartofle! Sama się zadziwiam, pisząc posta dzisiaj. Ale jest jeden UBERważny powód:
Byliśmy dzisiaj w parku linowym.
A, że mam lekki lęk wysokości (po części wyleczony przez ściankę wspinaczkową- nie pytajcie!), to było mi na początku trochę ciężko... Po pierwszym "zjeździe" (no, wiecie, przypinacie się do liny i jak tajni agenci przelatujecie z miejsca na miejsce- epic) już było mi wszystko jedno.
D: Był ubaw, zwłaszcza przy tych pierwszych palach. Jak prawie puściłaś się jednego z nich i poleciałaś do tyłu...
Przyznaj, sam mnie popychałeś...
D: Ja? Skądże? *robi niewinną minkę*
Ja cie znam.
No, ale jeszcze większy ubaw był z Karu (sorry, muszę xD), kiedy przechodziła przez kiwające się opony. Pomijając fakt, że wisiały one w powietrzu jakieś 5-10 metrów (mniej więcej- nie wiem, ile dokładnie), zawieszone na 2 metrowych sznurach. No i pomijając fakt, że Karuś bawiła się w "Wrecking Ball", a raczej w Wrecking... Oponę? (nie wiem jak jest opona po angielsku, a piszę z fona i nie chcę mi się sprawdzać) i usiadła na niej z protestem pójścia dalej (a ja stałam oponę za nią... Chciałam ją normalnie ukatrupić).
No, naszej Teni te się troszkę oberwało... Ale tylko troszkę... Zwłaszcza na piątej "atrakcji". Ale o tym nie będziemy mówić.
A po morderczej walce z deskami i oponami, które się kiwały, poszliśmy na ognisko z kiełbaskami i chlebem. I jeździliśmy na takich rowerkach. I mieliśmy "sumo". Karuś walczyła z "Ruską Gnidą", a ja z "Landryną". Nie pytajcie, kto wymyśla takie przezwiska chłopakom. Oboje są idiotami (znaczy Ruska i Landryś), a że jeszcze mieli z nami na pieńku (mną i Karuś), to ich trochę poturbowałyśmy.
Dobra, z czystego przypadku walczyliśmy, okej? Ale i tak miałam coś do Landryny, to mogłam się powyżywać...
Dobra, starczy tego pitolenia...
Znaczy na temat wyjazdu.
Tera trochę o szkole...
Jutro mamy KOLEJNY sprawdzian z Historii, co jest bardzo motywujące, bo to OSTATNI.
No, ale demotywujące jest to, że mamy w przyszłym tygodniu 4 sprawdziany: Matma, Religia, Biologia i Fizyka.
Tylko ciekawe, jak zrobimy biologię, jak nie skończyliśmy działu...
No i ta matma, która jest kartkówką "z więcej niż 3 tematów".
Nie próbujcie rozumieć logiki nauczycieli.
Ale mogę spać spokojnie, bo oddałam wszystkie prace zaległe (2 prezentacje).
Oprócz ćwiczeń z gegry...
Meh, kończe już, bo lekko usypiam (zmęczenie i takie tam).
Może dostaniecie jeszcze jeden post w tym tygodniu.
ALE TO MOŻE!
Byliśmy dzisiaj w parku linowym.
A, że mam lekki lęk wysokości (po części wyleczony przez ściankę wspinaczkową- nie pytajcie!), to było mi na początku trochę ciężko... Po pierwszym "zjeździe" (no, wiecie, przypinacie się do liny i jak tajni agenci przelatujecie z miejsca na miejsce- epic) już było mi wszystko jedno.
D: Był ubaw, zwłaszcza przy tych pierwszych palach. Jak prawie puściłaś się jednego z nich i poleciałaś do tyłu...
Przyznaj, sam mnie popychałeś...
D: Ja? Skądże? *robi niewinną minkę*
Ja cie znam.
No, ale jeszcze większy ubaw był z Karu (sorry, muszę xD), kiedy przechodziła przez kiwające się opony. Pomijając fakt, że wisiały one w powietrzu jakieś 5-10 metrów (mniej więcej- nie wiem, ile dokładnie), zawieszone na 2 metrowych sznurach. No i pomijając fakt, że Karuś bawiła się w "Wrecking Ball", a raczej w Wrecking... Oponę? (nie wiem jak jest opona po angielsku, a piszę z fona i nie chcę mi się sprawdzać) i usiadła na niej z protestem pójścia dalej (a ja stałam oponę za nią... Chciałam ją normalnie ukatrupić).
No, naszej Teni te się troszkę oberwało... Ale tylko troszkę... Zwłaszcza na piątej "atrakcji". Ale o tym nie będziemy mówić.
A po morderczej walce z deskami i oponami, które się kiwały, poszliśmy na ognisko z kiełbaskami i chlebem. I jeździliśmy na takich rowerkach. I mieliśmy "sumo". Karuś walczyła z "Ruską Gnidą", a ja z "Landryną". Nie pytajcie, kto wymyśla takie przezwiska chłopakom. Oboje są idiotami (znaczy Ruska i Landryś), a że jeszcze mieli z nami na pieńku (mną i Karuś), to ich trochę poturbowałyśmy.
Dobra, z czystego przypadku walczyliśmy, okej? Ale i tak miałam coś do Landryny, to mogłam się powyżywać...
Dobra, starczy tego pitolenia...
Znaczy na temat wyjazdu.
Tera trochę o szkole...
Jutro mamy KOLEJNY sprawdzian z Historii, co jest bardzo motywujące, bo to OSTATNI.
No, ale demotywujące jest to, że mamy w przyszłym tygodniu 4 sprawdziany: Matma, Religia, Biologia i Fizyka.
Tylko ciekawe, jak zrobimy biologię, jak nie skończyliśmy działu...
No i ta matma, która jest kartkówką "z więcej niż 3 tematów".
Nie próbujcie rozumieć logiki nauczycieli.
Ale mogę spać spokojnie, bo oddałam wszystkie prace zaległe (2 prezentacje).
Oprócz ćwiczeń z gegry...
Meh, kończe już, bo lekko usypiam (zmęczenie i takie tam).
Może dostaniecie jeszcze jeden post w tym tygodniu.
ALE TO MOŻE!
Subskrybuj:
Posty (Atom)