Gratuluję tym, którzy tu zaleźli. Trzeba nie lada odwagi...rozkoszujcie się obecnością w węźle route'ów
poniedziałek, 18 stycznia 2016
Słit seventin i tak nic nie mogę, lol
Posta nie było miesiąc, nie moja wina, zażalenia do Karu. Ja tu tylko sprzątam xD
Dobra, w skrócie:
Jestem już po 17
I nic mi to nie dało, lol
Bo to tylko 17
A inni w klasie zaczęli już sezon 18 ;-;
I to smuteq, bo jestem najmłodsza ;-;
ALE ZA TO NAJMĄDRZEJSZA, MWAHAHAHHAHAHAHDSFDSFSD KHE KHE KHE
kłaczek.
W każdym razie
Szkoła mnie wykańcza, mam jej dosyć, etc etc
Urodzin nie obchodziłam jakoś hucznie, nie dostałam jakoś dużo prezentów, bo w sumie sama nie chciałam.
Mam takie coś, że nie lubię prezentów.
Nie wiem, czemu. Ale po prostu nie lubię.
To takie sztuczne.
Ja potrzebuję ludzi a nie ich prezentów.
Uh.
Lekko depresyjny się robi ten post, ale cóż na to poradzić, dziś Blue Monday- najbardziej depresyjny poniedziałek roku.
Ta.
Każdy poniedziałek jest depresyjny.
Chyba, że wakacyjny.
D: CZAS NA CHAMSKĄ REKLAMĘ *dławi się palcami*
Oj, Dezy.
D: WBIJAĆ NA TEGO BLOGASKA, BO JEST SUPERSŁITZAJEBIASZCZY!!11ONEONEJEDEN: http://xemir.blogspot.com/
Ja to miałam zrobić ;_;
D: Ale ja jestem fajniejszy i ludzie się mnie posłuchają.
Nie.
D: Tak.
Nie. Jesteś częścią mnie, tą mniej fajną częścią mnie.
D: Nie denerwuj mnie kobieto. Chyba nie chcesz znów odtwarzanej w koło "inwokacji", która będzie cię dekoncentrowała na każdym kroku?
Uh, dobra wygrałeś.
W każdym razie... Klikajcie na tego bloga, bo ziomek ma spoko kontent, taki w moim typie, trochę psychopaty, trochę czegoś od siebie ;)
<Wcale mi nie zapłacił za reklamę>
Co mogę jeszcze powiedzieć.
Śnieg.
Dużo śniegu.
A moje województwo ma ferie dopiero od 15 lutego ;-;
Śnieg zdąży stopnieć ;-;
I NIE ULEPIĘ DZIŚ BAŁWANA ;C
Nie wiem, czy już się chwaliłam, ale od pewnego czasu gram w osu!manię.
Mam już prawie 600 pp
I jestem #663 w rankingu Polski.
I tak się czuję słaba.
Pozdrawiam, HiV, wiem, że i tak nie czytasz tego xD
Aż nabrałam ochotę na grę.
Więc znikusiam cieszyć się ostatnimi godzinami wolnego przed snem i kolejnym dniem uciążliwej szkoły.
D: Dobranoc :v
Smacznego.
czwartek, 17 grudnia 2015
Coraz bliżej święta
Heeeeeeeeeeeeeej
Dawno nie pisałam, wiem :c
Ale już po prostu nie mam siły.
Cieszę się, że w końcu są te cholerne święta i wolne od szkoły.
Mam już dosyć tego zapieprzu, z którego prawie nic nie mam.
Bilans semestralny:
Fizyka: 4
Matematyka: 4
Polski: 3
Niemiecki: 5
Religia: 5
Informatyka: 5
Wf: 5
Angielski: 4
HiS: 4
Średnia: 4,33
Mało, prawda?
W każdym razie, święta.
Czas pojednania
Dla mnie raczej czas kłótni, poddenerwowania i innych tego typu rzeczy.
Przerywnik:
Polska zajęła 3 miejsce w tegorocznym OWC.
Koniec przerywnika.
Satanista-zboczuch ściął swoje jakże Pedamskie włosy i... Zostały same damskie.
Wygląda bardziej kobieco ode mnie ;-;
Hu kerz.
Mam dosyć szkoły, wprowadza mnie ona w depresję.
Czasem mam dosyć życia...
Ale trwam, bo trzeba.
Nie można się poddawać.
Uh.
Post się zaczyna robić dziwny, więc go skończę.
Wesołych świąt!
sobota, 14 listopada 2015
ciekawe czy istnieją perfumy o zapachu dinozaura
Jestem w posiadaniu nowych ubranek, mang i kosmetyków a zarazem w lodówce chłodzi mi się truskawkowe mleczko a na stole leży nowy szkicownik.
W zeszłą środę stałam się pełnoletnia, jednakże jakom jestem leniem wniosek o dowód zaniosę dopiero w przyszłym tygodniu.
O kurwa szminka mi się rozwiązała
Dobra przerwa
No cóż kupiłam sobie z cztery bluzki jedną szarą narzutkę sięgającą kolan (nie kłammy się będę jej używać bo chce poudawać szalonego naukowca) i beżowo-szare portki. Dodatkowo zgarnęłam sobie nowy puder i fluid, ach ile trzeba by być piękną~.
Zarówno kupiłam sobie nowe słuchawki, aktualnie zrobiłam to dla brata. Zrobiliśmy układ, że kupę sobie nowe a stare dam jemu... i tak się w połowie drogi fohnął bo mu długopisu nie chciałam kupić. Nie będę płacić dychy za zwykły długopis no >:C
Dzisiaj goszczę drętwą stronę rodziny czego się straszliwie obawiam.Jedyne co słyszę z ich strony to narzekania na mnie i moich rodziców... eh.
No cóż, przeżyję, zjem ciacho, wypiję kawkę, uśmiechnę się ładnie i zgarnę kaskę.
Bo co innego można robić, przy ludziach jakiś się nielubi ale musi się ich tolerować.
Prócz prababci.
Prababcia jest spoko.
Nie będę dużo pisać bo jestem nieco zbyt zestresowana dzisiejszym popołudniem więc teraz się ładnie pożegnam.
Pa
Crissout
Starość bardzo nie radość
Kompletnie nie ogarniam swojego żywotu na ten moment. Za cztery dni wybije mi kolejny rok bliżej do śmierci, fizyka mnie, z wzajemnością, nie lubi, mam kilka razy dziennie crash emocjonalny i rozmyślania "Co ja robię na biochemie", " Dla mnie tylko Mac", "I tak umrę". Chyba zaraz ubiorę się, wyjdę na zewnątrz i położę się w poprzek ulicy, mam na to wielką ochotę.
Jest ciężko, tak naprawdę od zeszłego roku wydarzyło się więcej przykrych rzeczy niż pozytywnych. Ogólnie czuję się już jak kobieta w wieku bardzo średnim, oczekująca tylko emerytury albo zawału. Nawet kręgosłup mnie strzyka, a kolana grożą jakimś niefajnym numerem w stylu przesunięcie rzepki czy coś w podobie.
Jeszcze mi tylko do góry smutów brakuje tej nakładki na kolano, a do tego cielsko chyba dąży.
Zapewne powinnam łaskawie umilknąć, jeśli do powiedzenia nie mam niczego choć trochę antydepresyjnego, ale hu kers. Tego bloga i tak mało kto czyta, a ja sobie chcę poprzeżywać kryzysy wszelkiej maści. Należy mi się.
Wszyscy mają problemy.
Dobra, nie, serio nie mam nic lepszego do powiedzenia. Jak mówiłam, zagonię tu Crissu i Potato, ja się odmeldowuję, bo utopię wszystko w swych gorzkich łzach i ogólnym nieszczęściu.
I UGH TEN DURNY TELEFON NĘDZNA IMITACJA MOJEGO FRANCISZKA SPIEPRZYŁ MI KARTĘ PAMIĘCI, CIERPIĘ.
Piosenka na dziś:
Hatsune Miku English - Goodbye
piątek, 6 listopada 2015
A ja omnis moriar, jak sądzę
Ktoś tu wzbudza dziką panikę, że blog obumiera. Powiem - nie obumiera. Dorósł, dlatego działa zrywami.
Niech nikt nie usiłuje mi wytykać, że szukam wymówek na siłę. To nie tak. Blog jest na tyle dorosły, że posty nie muszą być regularne.
Tak wnoszę po tych czterech i pół tysiącu wyświetleń. Jestem optymistyczna, że aż zęby bolą ;w;
W każdym razie - chociaż przyszedł listopad, żyję, nie zahibernowałam. Biochem nie może sobie na to pozwolić.
Z chemii mamy już 40 lekcję. O dziesięć więcej niż lekcji tego samego przedmiotu w klasie pierwszej, przez cały rok. Rozszerzenia nie radość. Przędę cienko, ale i tak jakoś zapracowałam (nie wiem, w którym momencie) na łatkę tej mądrej. Jedyne, co mogę z tym zrobić, to skwitować wzruszeniem ramion i lekkim szokiem.
Ponadto zbliżam się o kolejny rok do zgonu, hum hum. Nie potrafię jakoś uwierzyć, że w zasadzie za rok będę postrzegana przez prawo za osobę dorosłą, dojrzałą psychicznie dość, by dać jej pełnię praw do decydowania o sobie. Wydaje mi się to równie abstrakcyjne co wzory kropkowo-kreskowe (dobra, ale je w końcu opanowałam).
Poza szkołą i siecią w zasadzie nic się nie dzieje. Żyję z dnia na dzień, a każda doba przypomina tę już minioną. To smutne, że życie sprowadza mi się do utartych schematów, a nie mam nawet pomysłu, jak z tej pętli wyjść...
Wy też tak macie?
U mnie to wszystko, to całe narzekanie i przybicie wynikają zapewne ze zmian ciśnienia i obecnej godziny, o której piszę. Zaraz kończę.
Nie mam na razie więcej do wygarnięcia swojemu życiu.
Piosenka na dziś (na jutro tyż):
Hatsune Miku - 1year
niedziela, 1 listopada 2015
Non omnis moriar.
Miesięczna przerwa, bo czemu nie?
Myślę, że ten blog dogorywa, a ja nic na to nie poradzę.
Szkoła mnie wykańcza.
Październik minął szybko.
Z jednej strony dobrze, bo coraz bliżej święta.
Z drugiej źle, bo zbliża się koniec półrocza, a moje oceny w rozstrzale.
Ale ja nie o tym.
Listopad. Łażenie po cmentarzu.
Moi jakże wspaniałomyślni rodzice, wpadli na pomysł pojechania na cmentarz wcześnie rano, żeby było gdzie zaparkować.
Tak.
Pobudka o 6:00. O 7:00 wyszliśmy z domu.
A I TAK NIE BYŁO GDZIE ZAPARKOWAĆ.
Ja nie rozumiem, jak można być już o 6:00 na cmentarzu... To jest po prostu szaleństwo.
Zwykle chodząc po cmentarzu myślę o przyszłości. To dziwne, nieprawdaż?
Jednak tak robię. Myślę, co będzie jak będę mieć męża, dzieci...
To niby nie jest miejsce do tego typu refleksji. Ale ja to ja xD
Za niedługo znów idę na cmentarz, by chodzić po nim, jak już będzie ciemno... Wiecie, ta magia i światło od zniczy... Uwielbiam *.*
Moi drodzy... Zaczyna się 7 tygodni jarania się...
Dziś jest live otwierający Osu World Cup 2015.
I mówię wam: Polska w tym roku wygra!
Jak nie wygra to się obrażam.
Myślałam, że ten post będzie dłuższy, ale jak widać, nie jest ;-;
Ale ja już wyczerpałam temat, więc kończę.
Do przyszłości!
sobota, 26 września 2015
Gdzieś W Ciemnej Piwnicy Spotkam Cię
Jestem. Żywa. Chociaż nie do końca, bo mnie zabito xD
Ale zacznę od początku. Faktycznie, wzięłam udział w penetracji piwnicy przerobionej na scenę rodem z rasowego horroru. To było genialne, chociaż mam okropny żal, że jednak mnie wzięli (nie no, just kidding).
Okej, opowiem to z mojej perspektywy. Była ciekawsza, bo rozmazana xD
Owszem. Rozmazana w dosłownym tego słowa znaczeniu. I to wcale nie potokami łez, jak zazwyczaj rozmazuję sobie pole widzenia, lecz faktem, iż jestem znacznym krótkowidzem. Na dziesięć centymetrów od twarzy świat traci dla mnie ostrość. I prawdopodobnie to zaważyło na moim braku stanów lękowych.
Okulary zostawiłam w przedsionku. Tam też pierwszy (i ostatni) raz wydarłam się, kiedy coś z całej siły walnęło za drzwiami. Z góry stwierdziłam, że nie ma mowy, bym prowadziła nas naprzód, skoro:
1. było ciemno (jedynym dozwolonym źródłem światła była wręczona na początku latarka o czerwonym świetle, które lubo zmieniało swoją intensywność);
2. wada wzroku;
3. spodziewałam się, że dostanę zawału przy pierwszej próbie nastraszenia.
Nie chciałam jednocześnie zamykać ogonka, bo tak, tę rolę przejął Satanista (co z tego wynikało - opowiem za moment).
Dobrze, weszliśmy na teren zabawy. W dwie, trzy minutypóźniej - pierwszy atak aktora, który zwyczajnie rzucił się w naszą stronę, drąc mordę. Moi dzilni fani horrorów w krzyk - Ziemniak w zwyczajny, Lucjusz z przepony, Satanista piszczał niczym mała dziewczynka, jednocześnie kurczowo się mnie przytulił. Dla mnie ten aktor powinien być o tyle straszniejszy, że jego twarz nie miała konturów. Zacisnęłam w sumie powieki i nieco zapadłam się w sobie, na tym mój strach się w zasadzie kończył.
Brnęliśmy dalej, przedzierając się przez wiszące u sufitu ubrania (moja myśl: HURRA, IDZIEMY DO NARNII). Jakimś cudem wróciliśmy do punktu wyjścia, jednak w końcu odnaleźliśmy przejście. Trafiliśmy tym samymdo bardzo rozległego pomieszczenia, bodaj największego w całym kompleksie. Jego rozmiary były najgorsze, bo z każdej strony mogli wypełznąc aktorzy, a ja na serio nie miałam ochoty, by ktokolwiek darł mi się jeszcze do ucha. W ogóle gdzieś w tamtym momencie uwolniła mi się głupawka, głównie rzucałam jakimiś sucharami. Raz usiłowano mnie odciągnąć od reszty (no, wszak horror), raz przystawiono "nóż" do gardła, na co zareagowałam mantrą "Proszę mnie puścić", zupełnie niczym wobec kanara xD
Lucjusz spanikował i z pięć minut nie dawał się uprosić, żeby wszedł do tunelu wentylacyjnego. Wtedy straciliśmy też naszą latarkę, którą bezczelnie nam zwinięto i odłożono kilka metrów dalej. W końcu statyści musieli nam dać fory (facet numer jeden panikował *aż usiłował przerwać uczestnictwo, chociaż oddam mu, że się opamiętał*, powtarzając "papaje" i wietrząc podstępy, "facet" numer dwa trzymał się kurczowo niepanikującej dziewczynki numer jeden i sam piszczał wysokim c), zwrócili jakoś latarkę, a ja sama powstrzymałam się, by kopem w zakończenie jelita grubegonie wepchnąć Lucjusza na drogę ucieczki.
Oczywiście w szybie także usiłowano mnie oderwać od ekipy, tym razem schwytano mnie za stopę. Przyznam, że uścisk był mocny, ale jakimś cudem się oswobodziłam. Satanista na końcu wentylacji usiłował kopulować z moją nogą, jednocześnie stanowczo odmawiał ruszenia dalej. Jakoś go namówiliśmy, docierając tym samym do ostatniej sceny - wariata z piłą łańcuchową. Tam umarła Ziemniak i Lucjusz, on przecięty wpół, ona pozbawiona nóg. Szkoda, że niewiele widziałam.
Mnie zabito na schodach, ale winnym był Satanista, który nieco zbyt gwałtownie wyrwał na stopniach - upadłam, zbijając sobie kolano, a tymczasem "wariat" dopadł mnie i zabił piłą (która chyba była odkurzaczem do liści z silniczkiem xD), rozcinając wzdłuż linii kręgosłupa. Pozbierałam się, zawołałam "cześć" i na luzie wyszłam na zewnątrz.
To były dobrze zmarnowane dwie dyszki.
I tak najstraszniej dla mnie było w Sukcesji - ludzie. Ludzie, więcej ludzi, i GIMBA. Moja niechęć do ludzkości zaczęła skrobać w mostek, przypominając o swym istnieniu. Ponadto - brak Empika. W Matrasie jakieś mangi były, no ale nie te, których pożądam. Cóż, widziałam co prawda mangę "Monster" - jednak 65 zł to, niestety, za dużo.
Dzień ogólnie mogę nazwać udanym. Okazało się, że mogę oglądać horrory i nie zacznę płakać ze strachu. Tylko zdarty łokieć i obite kolano nieco psują mi ten nastrój, jednak nie mam w najbliższych dniach wf-u, zatem nie ma zmartwienia niezdolnością do ruchu.
To w zasadzie tyle. Dziś sprawozdanie z zabawy, jutro zamieszczę narzekania na szkołę i żywot niesatysfakcjonujący.
Piosenka na dziś:
Sukone Tei - Confirment, Training, Beef Stew
Trzymajcie się ciepło tej chłodnej, wrześniowej nocy!
Pa Pa Pa Pa Pa, jak się czai!
Piszę po dwóch tygodniach.
Ale opiszę głównie dzień dzisiejszy, bo się działo.
Pojechałam z Karu, Satanistą i Lucjuszem do Ciemni.
Czym jest ciemnia? Już mówię i objaśniam.
To jest takie miejsce, gdzie przeżywa się horror na żywo.
Wchodzisz do ciemnej piwnicy z migającą na czerwono latarką.
I musisz przejść.
I nie umrzeć ze strachu.
Nasza taktyka: trzymamy się jak najbliżej siebie.
Lucjusz szedł pierwszy. Ja za nim, potem Karu i Satanista.
Nie wiem, kto miał najgorzej.
Ale to ja darłam się najwięcej.
Za każdym razem, jak był jakiś głośny dźwięk uderzania.
W jednym momencie dostałam okropnego ataku paniki.
Chciałam uciec stamtąd.
Mimo tego, że to wszystko gra aktorska to bałam się, że umrę. To było dziwne.
Jednak chciałabym jeszcze raz przejść przez Ciemnię.
19 zł było tego warte.
I nawet mogłabym iść pierwsza.
Odkrycia podczas pobytu w ciemni:
- Satanista potrafi wyciągnąć wysokie "c"
- Lucjusz jednak się czegoś boi (ale kto by się nie bał, jak nagle ci coś wyskoczy przed twarzą i to w słabym świetle?)
- Karu jest odporna na takie horrory (głównie darła się na nas, bo my się darliśmy xD)
Po pobycie w ciemni udaliśmy się do nowootwartego centrum handlowego.
Czego w sumie żałuję, bo ludzi było pełno, a zduszona część mojego jestestwa, która przejawia się jako hikikomori zaczęła wariować.
Gimby pełno, bo Starbucks. Przy KFC i innych fastfoodach też pełno ludzi.
I NAWET NIE MA EMPIKA!
Hejcę takie centra handlowe.
Cóż. Temat mi się wyczerpał.
Zostawiam was z moim ględzeniem. Nieskładnym, zresztą, bo oczywiście to ja.
Ave.
poniedziałek, 14 września 2015
JA JUŻ CHCĘ WAKACJE!
Dziwne, że piszę pierwsza posta we wrześniu, po dwóch tygodniach szkoły, ale, jak widać, nie tylko mnie ona przerasta.
10 matematyk, 4 fizyki, 6 angielskich w tygodniu (co zapewne już wspominałam) daje nieźle w kość.
A najgorszy jest wtorek z dwoma fizykami i matmami pod rząd. Jeśli udaje się przebrnąć przez fizykę, to po matmach już się nie myśli.
Jestem zawiedziona, jeśli chodzi o informatykę- ZNOWU EXCEL ;-;. Niby ma być pod kątem matematycznym, czyli funkcje kwadratowe i takie inne pierdółki, ale to jest bezsensowne moim zdaniem ;-;.
GDZIE JEST MOJA ALGORYTMIKA? GDZIE MOJE PROGRAMOWANIE????
Miałam przez chwilę nawet myśl, żeby przepisać się do klasy bio-chemicznej, ale jakoś mi się odwidziało...
Już jakoś wytrzymie ten rok. Chyba.
Walcząc w poszukiwaniu podręczników, odnalazłam w antykwariacie Kodeks Cywilny i książkę o AJAXie (to z informatyki jakby ktoś pytał). Tak. Kupiłam je xD
Będę szukać absurdalnych praw i będę cisnąć z nich bekę xD
Od początku roku szkolnego jestem codziennie cholernie zmęczona. Mam po prostu dosyć szkoły i tego wszystkiego...
JA JUŻ CHCĘ WAKACJE ;-;
Kiedy myślę o tym wszystkim, zaczyna mnie głowa boleć.
A jak patrzę na ten post, widzę jak strasznie chaotyczny jest xD
Więc po prostu was zostawię z tym.
Dobranoc xD
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Jak to jest nie wychodzić z domu przez dwa miechy
Pisanie.
Jakaż to jest wielka męka.
Ok nieważne, w jedną noc mogę wklepać kilkutysięcznego fika to chyba nie powinnam marudzić.
Zajmijmy się głównym tematem naszych rozważań, czyli dzisiejszym dniem. Mamy 31 Sierpnia 2015, ostatni dzień tegorocznych wakacji.
Psychiczna męka dla osób nielubiących szkoły. Teraz możecie się zapytać 'A kto ją lubi?!', na pewno nie ja. A zważając, ze jeszcze nie mam załatwionych żadnych książek czy nawet zeszytów to mój stres jest podwojony. Fakt, że moja klasa może być złączona z klasą dupków potraja ten stres. A wiadomość, że będę mieć w tym roku szkolnym praktyki na jakich będę musiała się socjalizować poczwara go.
Ah trzecia technikum cóż za wspaniały rocznik~
Wakacje udało mi się spędzić głównie w domu, z ewentualnymi wyjazdami pod namiot. Kiedy budzisz się zmarzniętą około piątej rano a jedynym źródłem ciepła jest drapiący koc babuni i termos z lajtową herbatą zaczynasz dopiero zauważać jak wiele masz w życiu.
Jezu.
Ale to poważnie brzmiało.
Na moją niekorzyść na początku sierpnia odłączyli mi internet, przez co miałam bardziej ograniczony dostęp do... sieci. Znaczy, ciągnę teraz na sąsiadkowym wifi jak zawsze. Dopiero po jakiś dwóch tygodni mój szanowny papcio uświadomił mnie, że wifi w laptopie działa... no cóż...
Od tamtej pory muszę się dzielić MOIM OSOBISTYM LAPTOPEM z dwoma innymi osobami, czyli czeba było pokasować całe porno. Ale w czasie kiedy siedziałam znużona w moim jakże chłodniutkim pokoju poprawiłam trochę mojego skilla w rysowaniu... i wzięłam się za opka jakich widocznie więcej nie ruszę. So... yeah.
Nie będę dużo pisać bo jak już wspomniałam, dziele się laptopem i mam wyznaczone godziny panowania.
So baj~
Crissout!
Myśl dnia: 'Mam ochotę przeczytać serie Percy Jackson... ale jak skołować kasę na to...? Może zarządzę sobie całego kompletu na urodziny.'
niedziela, 30 sierpnia 2015
Wakacje 2.0 czyli jak nie zostać kierowcą.
Owszem, dawno mnie nie było.
Ale kto tam by się martwił.
Dziś mam zamiar opisać swoje całe wakacje.
Już zacznijmy od tego, że mój zmysł czasoprzestrzeni się nieco zagiął i dla mnie te 2 miesiące mijały jak rok. Ale to bardzo dobrze. No, zależy na które momenty wakacji się patrzy.
Lipiec obfitował w wyjazdy nad rzeki, stawy itp. Byłam nawet 3 dni pod namiotami (o czym chyba wspomniałam...
*sprawdza*
A nie, jednak nie, nevermind.)
No to byłam pod namiotami na 3 dni. Z rodzicami, ciocią, młodszym kuzynem i znajomymi tate. Dla mnie to były 3 dni mordęgi. Pilnuj grilla, idź umyj naczynia, uważaj na kuzyna... Nieważne, że jest tylko ROK młodszy...
3 dni bez internetu, na szczęście miałam telefon i Harry'ego Pottera. Mogłam sobie trochę poczytać, ale co to za czytanie, jak co chwila zawracają głowę?
Jeszcze najlepsze było to, że rodzice wybrali sobie taki weekend, który był deszczowy ;-;
Ale na szczęście zimno nie było.
Prócz moich licznych prób topienia się nad wodą to raczej nic takiego w lipcu się nie działo.
A, no i spędzałam dużo czasu z Lucjuszem i czasem z Satanistą...
Z anime obejrzałam:
No Game No Life
Ao No Exorcist
Highschool of the Dead
Bikini Warriors (zaczęłam)
Chciałam jeszcze Re-watchować Death Note, ale jakoś brakło mi chęci :/
Teraz trochę o sierpniu.
Cóż, takiego okresu nie miałam jeszcze nigdy.
W sensie, przez większość sierpnia byłam poddawana działaniom silnych emocji.
Zwykle staram się omijać temat sfery BARDZO prywatnej na blogu, ale tym razem mogę wam trochę posmęcić, bo why not.
Cóż... Mój chłopak (tak, Potato ma chłopaka) zrobił mi małe świństwo, przez co miałam małe problemy, załamałam się i wgle, ale między nami już ok...
Ale ze mną zaczyna być coraz źlej (polska mowa być gumowa)... W sensie, czuję, że mogę mieć początki depresji, ale nie chcę iść do psychologów, bo zaraz zrobi sie szum, rodzice bedą szaleć i wgle, a tego nie chcę.
Zresztą, wiadome jest, że depresję trzeba ostatecznie pokonać samemu, a inni mogą tylko nam trochę pomóc... A psychiatra tylko przepisze leki i sobie radź.
A leki nie zawsze działają.
Cóż, nevermind... Postaram się nie zabić, by móc dalej tworzyć i wkurzać was swoją obecnością.
D: I TAK NIKT TEGO NIE CZYTA.
Wiem, Dezy, wiem :v
Krótko mówiąc: Szkoła może się zacząć, ale żeby nauki nie było xD
Ocena wakacji w skali GurgoRecenzji: Neutralna z plusem.
Ave!
@Edit:
Przez zawirowanie czasoprzestrzenne zapomniałam wspomnieć o tym, że przez wakacje od czasu do czasu prowadziłam samochód... Tak żeby się już nauczyć prowadzić i wgle...
Prawie zaliczyłam drzewo i studnię xD
I nadal mam problemy z odpalaniem...
Nie mam pojęcia jak ja zdam prawo jazdy ><
Wakacje 2015, czyli Karune stacza się
Zresztą to mało istotne. Grunt, że pisać trzeba.
Rettsu gou...!
Zacznijmy może od faktu, że to chyba jedne z najbardziej zmarnowanych wakacji w moim życiu. Kompletnie bezproduktywne.
By to ładnie podsumować, sparafrazuję cytat nadesłany kiedyś przez Shintaro: "Śmieci wychodzą częściej niż ja" (przy czym cały cytat odnosił się do świadomości bycia gamerem. Do półetatowego hikikomori jednak też to pasuje).
Mój pies miał częściej wyjścia na zewnątrz niż ja (tia, no zgadnijcie też, kto go musiał wyprowadzać w te rekordowe upały. Na pieprzoną godzinę). Len wychodził częściej!
L: Errata. Wierutna bzdura. Chowałem się przed słońcem.
*macha rękoma jakby odpędzając muchy* Niechby nawet. Moje najdalsze zapuszczenie się poza bezpieczny obszar domu wywiało mnie do Łodzi, skąd udało mi się wywieść tylko odciski. W sumie... widywałam się jedynie z trzema osobami - Potato, Yuushi i Syriusz. No i Shintaro wpadł w odwiedziny.
Poza tym ćwiczyłam trochę skille rysownicze, anatomia ssie już mniej, zatem teraz będę próbować swych sił w układaniu ludzi w pozach. Potem nauczę się rysować całą resztę.
Pogrążałam się w fandomach. Pogrążałam w ambitnych pomysłach pisarskich. Pogrążałam się też w desperacji i paringach CanonyxReadery/OC. Doszłam do wniosku, że psychicznie mam lat 14-15, a wszystkie metryki kłamią. Doszłam do wniosku, że nienawidzę tego lepkiego upału, w którym musieliśmy żyć przez dwa miesiące.
Wakacje w zasadzie zakończyły rok pełen... "atrakcji". Tia. Te dwanaście miesięcy... przyniosły mnóstwo innowacji. Mnóstwo zła. Tak w zasadzie cały czas czułam się jak na wariackiej karuzeli, z której nijak nie mogłam zejść, by odetchnąć. Nieważne, jak bardzo mnie mdliło, jak wiele razy traciłam orientację, musiałam siedzieć. Siedziałam nawet chętnie, póki czułam, że mam tam swoje miejsce.
Ale je straciłam. Zatem w końcu zsiadłam.
Ahh. Przestaję smęcić. Podsumowując - wakacje były kiepskie, męczące i tak dalej.
Boję się potwornie jutra. Nowej klasy. Uhh.
W ogóle ja i Potato planujemy otworzyć analizatornię blogasków. Nie umiemy tego, ale hu kers. Będzie śmiesznie. Chyba.
Piosenka na dziś:
BRADIO - Flyers
Życzę powodzenia jutro!
wtorek, 25 sierpnia 2015
Wszelkie katastrofy (a)normalne
Temperatura nagle stała się całkiem normalna, czego w sumie nijak nie witam. I tak przesiaduję większość czasu w domu, usiłując przytyć przy ciastkach i czekoladzie. Osiągnęłam kolejne dno, w telewizji oglądam głównie TVN i tamtejsze jakże mądre, pouczające paradokumenty. W zasadzie to i tak tylko jakieś-tam tło dźwiękowe, znacznie bardziej interesuje mnie wyświetlacz telefonu.
Jeśli miałabym podsumować te wakacje, to zapewne pierwsze słowo użyte przy ocenie brzmiałoby "bezproduktywne". Nie zrobiłam kompletnie nic, rozdział 9 KagePro wrzuciłam po... dwóch miesiącach...? Nieistotne *macha ręką*. Poza tym ćwiczyłam tylko skille rysownicze (ha, powoli wygrywam z anatomią!), czytałam HomeSuck (oczywiście po polsku, bowiem ja w engrisz nie umiem), readery (tu zmuszona po angielsku ze zdumieniem odkryłam, że powoli je ogarniam), maltretowałam ludzi i zalegałam bezużytecznie na kanapie. A taka ambitna byłam na początku lipca, a tak do szukania roboty się rwałam... Dorosłej mnie nie wróżę świetlanej przyszłości, chyba że ta zmądrzeje.
L: Widzę to.
*ignoruje brata* Za rok nie ma wymówek. Forsa na studia (kłamczucha, ty potrzebujesz tego na swoje zachcianki) sama się nie odłoży. Akademik też nie jest tani, zatem... No, po wakacjach piszę aplikację do Maca, żeby wyprzedzić ludzi w kolejce xD
Uhh. Świadomość, że na własne życzenie wpakowałam się w kompletnie obce, nowe środowisko wywołuje u mnie skurcz żołądka. Nie mam pojęcia, czego się spodziewać. Jak zostanę odebrana. Najlepiej byłoby, gdyby nikt nie zwrócił na mnie uwagi, tyle powiem.
Dzisiaj... razem z Ziemniak, Satanistą i Lucjuszem buszowaliśmy po opuszczonej fabryce. Obiłam sobie biodro, widziałam świetne graffiti i straciłam czucie w nogach. Czy tam siły. Do końca tygodnia chyba nie dam się namówić na jakikolwiek wypad. Ugh. Ale muszę kupić podręczniki i zeszyty. I artykuły biurowe. Rodzicom tego nie pozwolę zrobić. To wiąże się z wyjściem. Na zewnątrz... Chyba budzi się we mnie fobia społeczna czy inne diabelstwo. W zasadzie rozważam karierę hikikomori. Otak, zero oglądania współklasowiczów, zero przemieszczania się, zero życia. I tak go nie umiem rozegrać, więc mogę siedzieć na tyłku w domu i tyle.
Kończę emosić. Ludziska, ostatni tydzień, warto go twórczo wykorzystać, czyż nie? Na pożegnanie życzę dobrych siedmiu dni~
Nie mam piosenki :c
Brak we mnie motywacji i jest ciut za późno~
I tak was kocham ^^
sobota, 8 sierpnia 2015
Po raz pierwszy poza domem od rozpoczęcia wakacji
I nie nie będzie to krótka notka pełna cracków i weeaboostwa.
Okej może będzie.
Parę godzin temu wróciłam z jedno-nocnego wyjazdu na ryby na jaki zaciągnął mnie mój kochany ojczulek.
Z początku byłam nastawiona na 'TAAAAK WRESZCIE SIĘ WYRWE OD GNOJKA' (czytaj: mojego brata), i szczerze wczorajsze popołudnie spędziłam na opalaniu się i próbowania rozłożenia namiotu. Jakimś cudem tata wziął stelaż do parawanu a nie do tego namiotu przez co... efekt końcowy był taki, że nocowaliśmy w żółwiopodobnym płaskim szałasie.
Ale chociaż materac był mięciutki, co tam, że spędziłam pół godziny i połowę zebranych przez ostatni miesiąc kalorii na pompowaniu go. Najgorzej było jak taki jeden półmózg zaczął skakać po nim kiedy to ja już się wygodnie rozłożyłam. Wieczór spędziłam robiąc w moim personalnym reader insercie z OnS i opowiadaniu bazowanym na Alicji w Krainie Czarów. Zciągnęłam ją sobie z Gutenberga na tableta, na szczęście moje engrishowe skille są na tyle dobre by zrozumieć co tam ałtorek napisał.
Inną część czasu spędziłam wabiąc kurę jaka magicznie wyszła z krzaków przy brzegu, nazwaliśmy ją kurą ninja... i jutrzejszym rosołem. Niestety z samego rana znikła.
Dzisiaj rano obudziłam się jednak koło piątej, co jak oświadczył mój tata, straszliwie zmieniło mój charakter z wesołej cynamonowej rolki na zrzędliwego kota. Zmieniło się kiedy tylko wręczył mi czekoladowego rożka.
Wróciłam dość zdechnięta, dostałam ochrzan bo nie chcę iść z rodzicami na urodziny jednego wujka. Potem babcia się na mnie fochnęła, bo nie chciałam z nią iść na grilla do drugiego wujka...
Wkurzyłam też gnojka bo czemu nie, robimy sobie na złość prawie zawsze. Istnieją jednak pojedyncze momenty kiedy się dogadujemy.
A tak ze wcześniejszego czasu to... praktycznie nie wyłaziłam z domu, bo po co.
Jedynie z psem albo do empika szukając za nowymi tomami Pandory i Are you Alice?, moje gusta w mangach są bardzo proste, jeżeli są bazowane na Alicji w Krainie Czarów to od razu dostaje obsesję.
Teraz zamierzam wstawić tą feelsową część posta, więc możecie ją równie dobrze ominąć.
Ostatnio moja samodzielnie wykryta depresja zaczęła na nowo dawać we wznaki.
Co znaczy, że samodzielna? Że sama twierdzę że ją mam co może być fałszem ponieważ nie byłam u psychiatry by to wykryć.
Jak staram się do niego dotrzeć to rodzina mi mówi bym nie przesadzała. Albo twierdzą, że to kto inny potrzebują takiej wizyty a nie ja.
Whatever.
Ostatnio czuje się dość ociężale, chociaż to też może być i wina pogody.
Nie mam chęci na nic, samo otwarcie mangi, co niegdyś sprawiało mi wielką radość, jest teraz jak ciężkie zadane położone niefer na moich barkach.
Nie wiem jak się z tego wyleczyć, nie wiem czy będę mogła odzyskać chęci by żyć, jeszcze z miesiąc temu wszystko było w normie. Jednak ostatnio ta pustka jaką czułam lata temu w gimnazjum powróciła. i nie mam pojęcia co z nią zrobić. Nie chcę zbytnio powrócić do bycia tą osobą jaką byłam wtedy, cały światopogląd by mi się załamał.
A ja chcę pozostać wesołkiem ><
Inna feelsowa rzecz, straszliwie się stresuję wynikami z egzaminu, w poprzednim poście opowiadałam, że go oblałam. Przez co się cholernie boję, jestem uznawana geniuszem w mojej klasie, jak teraz wszystko zepsuje to wiele osób się na mnie zawiedzie.
Szczerze to stresuje się ogólnie szkołą.
Co ja, ta nieśmiała cynamonowa rolka będzie robić na praktykach skoro jest taka tyciusia i nieśmiała. Albo jak załatwię sobie książki jeśli jestem spłukana. A co jeśli ktoś postanowi mnie wyśmiać.
Mou nie lubię szkoły!
Dobra nie chce mi się już pisać.
ZROBIŁAM TO ZDJĘCIE KURY
CHŁOPCY Z KAMIGAMI NO ASOBI TO MOI NOWI MĘŻOWIE
PLANUJĘ KOLEJNĄ WIZYTĘ U FRYZJERA
CHCĘ POPŁYWAĆ NA MATERACU
AMEN
crissout
piątek, 7 sierpnia 2015
Wkrótce Czas Umrzeć...
W ogóle to... KUŹWA. JAKIM CUDEM MAMY JUŻ PIERWSZY TYDZIEŃ SIERPNIA ZA SOBĄ. CO JA ROBIĘ ZE SWOIM ŻYCIEM. MARNOTRAWIĘ JE. A MIAŁAM TAKIE AMBITNE PLANY. Cholera mnie.
Miałam zająć się opowiadaniami, i to takimi poważnymi, o androidach i tolerancji, o lalkach na dusze, miałam uczyć się japońskiego, uszyć Kyubeya z filcu...
Taka dupa. Po czubek czekoladowego łba zakopałam się w readerach na Wattpadzie, w Homestucku, w rp z Homestucka i na roztrząsaniu swojego życia, wygodnie rozciągnięta na najnowszym nabytku w pokoju (takie bajeranckie łóżko na stelażu, z biurkiem i szafą. Cudo. A materac to poezja). Dobra, tylko rozciągnięta. Bez przemyśleń. Dopiero wczoraj je na mnie poniekąd wymuszono.
L: Nie zapominajmy o FB i bezsensownym snuciu się po artach.
O, tak, tak, tak.
No i... z domu w celach towarzyskich... wylazłam... cztery razy? Góra pięć - z Syriusz, do Yuu (tam ostatecznie przegrałam żywot - smażąc naleśniki o piątej nad ranem), do Potato (okaeri, kisama) i... DO SHINA. Shina ze stronki KageProPL. Przyjechał i został okrzyknięty najlepszym przyjacielem Żab.
L: Bo cię nakarmił.
Karmienie to podstawa zdrowych relacji międzyludzkich. Wiem co mówię.
Uff... Być może jutro jadę z rodzinką na jakieś kąpielisko *WYGRYW*. Będę mogła się popluskać i zapomnieć o dokuczliwym słońcu.
L: Tylko nie spal się, skwarko. Nie chcę patrzeć, jak zrzucasz skórę.
Jutro cię utopię, zobaczysz.
Ponadto zauważyłam fajną rzecz - skille rysownicze mi się poprawiły~
Nawet powoli zaczęłam szkicować samce.
(Dobra, na razie jednego. Postać RP z uniwersum HS należąca do Pralga *jego wina, że mi stucknęło we łbie. Nienawidzę cię*, której budowa ciała serio mi wychodzi jak u samca.)
Jestem z tego cholernie zadowolona. Niedługo nauczę się rysować zwierzęta.
Hah. Boję się. Za trzy tygodnie sama, samiuteńka wybieram się prosto w paszczę lwa, czyli do obcego liceum. Chyba będę udawać puchatą kulkę i nie pójdę nigdzie 1 września. Ani drugiego. Czwartego i piętnastego też nie.
Zostanę hikikomori uzależnionym od czerwonej orenżady. A jestem na dobrej drodze ku temu. Niech mnie ktoś utuli TT-TT
Dobra. Koniec z cackaniem się.
Piosenka na jutro (dziś nieco za późno):
Amazarashi - Haruru Sora (OMG AMAZARASHI KOCHAM. OD TERAZ.)
TRZYM@JCIE SIĘ WORY MIĘCH@ I KRWI
czwartek, 6 sierpnia 2015
Już zapomniałam
Suprise, but... *ekhem* Wróciłam!
Mimo dalszych problemów osobistych, jedna bardzo zrzędliwa osóbka (*ekhem* Karu *ekhem* jeju... Co ten kaszel...) kazała mi w te pędy wracać tu, to cóż... Wracam.
Nie oczekujcie częstych postów z mojej strony.
Ponieważ:
1. Nie chce mi się, bo za gorąco :v
2. Osobiste sprawy dalej mnie zamęczają
3. Nie mam siły
4. Czytam HomeSuck'a.
Przez to wszystko nie mam czasu nawet na anime ;c
W Lipcu obejrzałam Highschool of the dead, zaczęłam Overlord i Bikini Warriors. I w sumie to wszystko.
I udało mi się w 4 tygodnie (równo) przeczytać całą sagę Harry'ego Potter'a. Arcziwment get!
I tak w międzyczasie zarobić trochę pp na osu, przez co Lucjusza zżera zazdro, bo jestem o ponad 100pp i ponad 2000 miejsc w rankingu do przodu xD
Cóż... Co mogę jeszcze powiedzieć...
Babrzę się w HomeSuck'u, który robi mi z mózgu galaretę...
O, i czasem zaglądam na bloga Niezatapialnej Armady (whatever, jak to się pisze), która daje mi raka ;-;
Nie chodzi mi oczywiście o analizy, tylko o blogi które są analizowane ;-;
Nie wiem, czy pisałam to w jakimś poście, więc napiszę to teraz:
Krul Polskiego Gejmingowego Jutuba powrócił!!!!!
W sensie DżejDżejDżoker.
Nie ważne, że nie mam czasu nawet na oglądanie jego filmików xD
Dobra, idę tonąć w raku, bo tylko to mi pozostało na dziś.
Ogólnie od tego upału mnie cholernie głowa boli, więc wybatchcie tę dysharmonię.
wtorek, 21 lipca 2015
Wyjazd
Miało być tak ładnie, a wyszło jak zwykle.
Meh, trudno.
Idealnie na wyjazd.
Wspominałam już o tym, że wyjeżdżam? W czwartek. Na obóz języka japońskiego.
Mangozjebowy jak mangozjebowy, ale mam nadzieję, że rak będzie mniejszy :U
Fuk, mame właśnie kazała mi iść spać.
Na obóz jadę ze znajomym z internetu, którego zobaczę pierwszy raz i tbh każdego dnia wymyślamy coraz dziwniejsze zajęcia, które będziemy tam robić XD Już się spodziewam jak będę za nim tęsknić po obozie ;;
Koleżanka z Belgii uważa, że wyjazd to dobra okazja by się zrelaksować i odpocząć.
12 dni bez komputera
ZABRAŁ CI KTOŚ KIEDYŚ DRAGI NA DWA TYGODNIE
Tak, to mi pomoże.
Zalogowałam się na fajnej stronie pomagającej w nauce języków.
Polega to na tym, że blogujesz w języku, którego się uczysz (możesz wybrać do dwóch, w moim przypadku japoński i rosyjski), a osoby z tego kraju robią korektę twoich tekstów c: W zamian ty robisz korektę osobom, które uczą się polskiego. Zawalista rzecz. Chciałabym poblogować trochę po japońsku o moim wyjeździe, ale mimo wszystko trochę się boję D:
Nie spodziewam się, że nauczę się czegoś mocno na wyjeździe, ale przynajmniej utrwalę. Teraz staram się poświęcać wolny czas na naukę japońskiego.
> "wolny czas"
> Aji
wybierz jedno.
Nieważne XD
Dobra, lecę. Chciałam napisać więcej, ale cóż ;-; innym razem.
niedziela, 5 lipca 2015
Nienawidzę...
Ściska w środku, mdli.
Dawno tego nie czułam, wcześniej było to tak silne, że odbiło się na moim zdrowiu.
Chociaż nie wierzę specjalnie w neutralizację bólu bólem ciągle ściskam ranę, którą zrobiłam sobie dzień wcześniej.
To w sumie śmieszne. Wbiłam sobie ołówek, a potem pineskę w rękę przebijając skórę. Mam nadzieję, że zatruję się resztkami grafitu we krwi.
Jedyne co może mi pomóc to rozmowa z najlepszym przyjacielem, a że chyba nie mam na co liczyć to boli jeszcze bardziej.
Zwykła rozmowa, najzwyklejsza, która pokazałaby mi, że wszystko w porządku,
że nic nie zepsułam.
Boję się.
Do tego duszą mnie dawne, nierozwiązane sprawy, które wciąż wracają.
"Musisz to zrobić, bo to cię kiedyś zniszczy..."
Boję się.
Nawet mimo wsparcia okazanego przez innych wczoraj wciąż jest źle.
Krótka rozmowa...
Chociaż w nocy przez godzinę wymyślałam z kolegą głupie nazwy i dusiłam śmiech teraz znowu mam ochotę płakać.
Nawet jedno słowo czy zdanie...
Założę się, że po opublikowaniu tego postu wcale nie będzie mi lepiej.
Do tego pewnie zepsuję wam humor swoim humorem, więc dodam piosenkę.
MY FIRST STORY -FAKE-
wtorek, 30 czerwca 2015
Kotek robi miał
Dlatego będę narzekać.
Whatever.
Długo nie pisałam ale to u mnie normalna rzecz, czasem pewne rzeczy zajmują mi lata.
Nie pamiętam dokładnie kiedy to ostatnio napisałam więc opiszę tylko ostatnie tygodnie mojego nudnego życia.
Przez ostatnie tygodnie cholernie się leniwiałam i starałam znaleźć powód by nie uczuć się na sprawdziany zawodowe. Co mi znakomicie wychodziło.
Sprawdziany miałam w zeszłym tygodniu i totalnie je oblałam.
Znaczy nie ma jeszcze ich wyników ale wiem, że się nie postarałam.
Świadectwo dostałam, do trzeciej klasy mogę iść. (Z ocenami to była niezła farsa ponieważ, mimo jednej jedynej dwójki pomiędzy schludnie zapisanymi czwórkami zostałam wyśmiana przez własną rodzinę)
Wakacje zaczęłam leniwie, leżąc na brzuszku grzejąc go laptopem. I tak planuje spędzić następne dwa miesiące~
ALE
Dzisiaj akurat spędziłam południe szlajając się z moim młodszym bratem po mieście, rozumiecie takie przechadzki prawda? Niezdrowe żarcie, oglądanie się za dupami, kawały o penisach, wzajemne popychanie się na ulicę czy do rzeki...
Zakupiłam sobie wówczas automatyczny ołówek, dziwi mnie to jak dużą różnice w rysowaniu on sprawia. Normalny ołówek spod mojej ręki wyciąga prace dość... bałaganiarskie, linie pałają się wszędzie tworząc swego rodzaju szkice. Ten automatyczny nie tylko prowadzi cieńsze linie ale też sprawia, że wszystko jest tam poukładane, ludzik ubrany jest w koszulę a nie masę dziwnych fałd.
Wspomnę też, że posiadłam nowy szkicownik, cały z czarną okładką, ciekawi mnie czy uda mi się go zapełnić do końca wakacji.
W sprawach weeaboostwa to odnalazłam swoją miłość w anime wampirach o blond włosach i niebieskich oczkach (ZNAM JUŻ TRZECH) oraz powróciłam do starego tytułu z jakim zaczynałam dni moje wczesne dni w animu. A mianowicie Pandora Hearts. A tak ogólnie Mochizuki Jun i Kajiura Yuki.
I mangaka i kompozytorka są dla mnie wspaniałymi inspiracjami, i wuw 'em.
Zakochałam się też w innej pracy Mochijun: Crimson Shell.
Nie muszę wspominać, że także wyczekuje na jej następną pracę i tego tajemniczego, niebieskowłosego bisha jakiego raczyła nam ukazać w nowym fanbooku.
No i na nowo pokochałam Sound Horizon.
Ale to nic nowego.
Czekam jak, ktoś powrzuca wideo z ich najnowszego projektu.
Nazywa się Nein i jest o KOTACH
KOTACH
ŚPIEWAJĄ O KOTACH
GŁĘBOKIE PIOSENKI Z NYAN NYAN